takie coś, sam nie wiem co

25 czerwiec 2008

“ryz z owocami morza, sajgonki, kurczak po wietnamsku i co jeszcze?” – zapytam dzisiaj z pewnością.
Czasami pytam o coś innego czasami ktoś inny pyta. “No to co jemy?”. Jakoś tak wydaje mi się, że trochę zatrzymałem się w miejscu. Może spowodowane to jest brakiem spektakularnych sukcesów, które są jakimiś kolejnymi etapami, rozwojem. Może.

Przeczytałem ostatnio książkę: “Pokalanie”, Czerwińskiego Piotra w dodatku, strasznie męcząca książka, ciężki stosunek głównego bohatera do rzeczywistości która czasami jest też moją rzeczywistością. Ale czemu o niej wspominam. Okej to był mały sukces, bo od kilku miesięcy walczyłem z nią – trochę głupio było mi, że tak czytam i czytam i tak nie ma wyników (ta książka nie była czytana dla przyjemności, tak mi się wydawało) aż tu, proszę skończyłem. Powiem więcej. W ostatnim dziale, który jest takim dziwnym happy endem autor pisze: “Młodość jest jak te butelki, które rozwalaliśmy o ściany. Nie można ich skleić z powrotem, ale jest jeszcze szansa dla każdego z nas, marnych ciuli, że przyjdzie ktoś, kto ułoży z nich witraże”, trochę absurdalny jest ten  tekst, ja cała ta książka i jak cały ten happy endem.

Trochę boję się odchodzić z młodości tak mi się wydaje, jestem młody duchem, chce się bawić, a nie zajmować się spłacaniem kredytu, urządzaniem mieszkania – co też penie może być przyjemne, szukaniem żony czy inwestowaniem w siebie tylko i wyłącznie w dziedziny związane z zawodem/pracą.
Moim znajomi różnie podchodzą do tego, jedni zakładają rodziny drudzy lajtują się.
Coś czuję, że będę musiał sformułować zasady, jak w innym poważnie dorosłym świecie funkcjonować.

Generalnie wiem czego chcę i są szanse, że to mi się uda. W niektórych dziedzinach się uczę, szkolę i innych niestety zawalam :/
Boję się tylko, że stanę się z dnia na dzień taki odpowiedzialny, rozsądny i … sam nie wiem jaki.

Napisz odpowiedź