Przepraszam bardzo

11 luty 2007

Przepraszam bardzo, powiedział lekko zataczający się człowiek wsiadając do metra na stacji Politechnika. Patrząc na niego można byłoby mu dać 40 lat jednak szacunek prawdopodobnie błędny przez alkohol, który wyczuwalny był także i w tej chwili.

Osoba która została fizycznie potraktowana przez owego spóźnialskiego pasażera nie była jakimś szczególnym okazem do analizy, przypatrzenia. Zapomniałem ją. Także przedział tego składu tego dnia o tej godzinie na tym odcinku wydawał się strasznie standardowy. Wszystkie miejsca zajęte, mały tłum po środku – miedzy siedzeniami. Przy drzwiach jak zawsze więcej ludzi który nie przeszli dalej bo: nie chciało im się, czkają na kogoś, zaraz wychodzą, cholera ich wie dlaczego nie przeszli dalej.

Na ławce siedząca dziewczyna z torebką z napisem ‘ARKA’ odebrała telefon. ‘Cześć, jestem w metrze i zaraz mnie rozłączy’ powiedziała, po czym słychać było tylko dopytywania ‘Halo, halo, słyszysz mnie?’.

Dziewczyna o ustach jaśniejszych niż cera – wpatrująca się we mnie wzrokiem diablicy. Dziewiętnaście lat – może mniej – miała, lans na maxa – pewnie jedzie gdzieś do swojego boya albo do klubu pokroju under. Nawet nie ciekawi mnie co chce ode mnie wpatrując się tak. Pewnie nigdy niczego nie chce tylko egzystuje. Robi to co inni – bez swojego pomysłu ‘na life’.

Absurdalnie wpychająca się babcia była niestandardową postacią tej sceny. Co ona tutaj robi o tej porze. Nie było późno – kilka minut przed 19 – jednak starsze osoby o tych godzinach rzadko są widywane. Ciesząc się wyjątkowości sytuacji dostałem łokciem pod nerki. Wiem, że jest ciasno, wiem nie przeszedłem dalej, wiem każdy chce się zmieścić. Standardowo nie usłyszałem słowa przepraszam – tak jakby mi zależało.

Dwie nastolatki słuchające muzyki z jednego playera. Jedna kiwa wyraźnie głową w takt,

druga tylko coś nuci wczuwając się niczym artysta na nagrania unplugged.

Było jeszcze tam dużo osób jednak zapomniałem o nich. Trudno wyróżnić kogokolwiek w strasznie standardowej scenie.

Strasznie zwyczajna sytuacja. Tysiące razy takie schematy się powtarzają – teraz też.

Ja w tym uczestniczę.

z cyklu po 1.00

9 luty 2007

Witam!

Nie sądziłem, że zawitam tutaj ponownie tak szybko. Nawet nie wiem, co napisać. Może kilka zdań o ‘żebrakach’. Naprawdę ciężko jest mi odmówi, powiedzieć – sorki nie dam Ci kasy. Nie powiem, że mi jej brakuje jakoś, ale ciężko na to zapracowałem i nadal nie jest mi łatwo. Wszystko ma swoją cenę. Rzeczy, za które ‘nie płacimy’, płacimy dwukrotnie. A sprawą proszących powinien zatroszczyć się nasz rząd – władza. Zdaję sobie sprawę, że te marzenia są tylko takim moim małym nawet źle sformułowanym manifestem, jednak, blog chyba do tego, miedzy innymi służy.

Zawsze jednak staram się popatrzeć na osobę, która prosi mnie o coś. Intrygują mnie zawsze sytuacje życiowe, które rzucają ich na ulicę. Często jest chęć zarobienia szybkich pieniędzy, zorganizowana akcja rodzinna, bezdomność, choroba inwalidztwo – zawsze są to klimaty, które są daleki mi. Pewnie dalekie były również i im – na początku swojego istnienia. Ciekawe jest zdarzanie, które zmieniło ich.

Dużo pytań, same niejasności.