bez zabawnego wstępu
27 grudzień 2007
“Dlaczego, żeś się z nią, żenił, dlaczego żeś się z nią żenił”
słychać było krzyki zrozpaczonej kobiety widzącej swojego ledwo co upieczonego zięcia chodzącego w nieprzewidywalny sposób.
“Dlaczego, żeś się z nią, żenił, dlaczego żeś się z nią żenił”
płacz i furia nie spotykana dotąd na taka skalę materializował się w korytarzu domku na przedmieściach małego miasta
“Dlaczego, żeś się z nią, żenił, dlaczego żeś się z nią żenił”
dramat rodziny wywołany …
właśnie dlaczego to się stało, dlaczego do tego doszło, gdzie został popełniony błąd, kto jest odpowiedzialny.
a może zwyczajnie to było jej pisane a może taki jej los, a może wyobraźnia spłatała figla, a może to ktoś zupełnie inny
postronny niepostronny człowieczek mógł tylko swoim uściskiem złagodzić przejście ze świątecznego zalatania/marazmu w prozę środy.
a może niepostronny człowieczek powinien coś mówić, określać się, rozkazywać.
a może wielu idiotów mijamy i potykamy kolo siebie, może trzeba im mówić co jak i dlaczego
ale żeby mówić to trzeba wiedzieć co powiedzieć i powiedzieć to.
kolejny egzamin i kolejna pała z nieswojego swojego przedmiotu
kocham Cię M.
ile to było ?
1 sierpień 2007
jeszcze w takim bagnie nie byłem. wszystko zaczęło się niewinnie. znajomość internetowa przeradza się w rzeczywistą. chyba brakuje nam czegoś. chyba dobrze nam ze sobą, chyba lubimy robić różne rzeczy razem. chyba. następuje zacieśnienie relacji. wspólne gotowanie, oglądanie filmów w łóżku obok siebie. chyba będzie ciekawie. chociaż z boku nie pasujemy, jednak trzeba pieprzyć konwenanse, każde relacje są różne a życie pisze nieprawdopodobne scenariusze. po pierwszym pocałunku zauważam, że drugi powinien być szybciej, powinien być bardziej namiętny i dłuższy. będę pamiętał tamtą chwilę jeszcze przez kilka lat na bank zaryzykowałem i kontynuowałem. jest miło ale nie do końca miło. jednak olewam to gdyż lekkiego bakcyla złapałem, podoba mi się, podążam jedną z tych ciekawych ścieżek mojego ja. przy okazji krążymy po mieście nie licząc godzin, kasy i lokali. chyba mówimy sobie wszystko. świat tej jest nieciekawy. nie zauważam tego kału w jakim pływa i ja dotykam, nie śmierdzi mi, pachną jej perfumy jej ciało. często jest u mnie całymi dniami i nocami zauważam, że chyba nie ma gdzie pójść czasami i dlatego jest. chyba jest miło ale nie do końca miło. czasami mówi mi, że idzie gdzieś jednak później zostaje, czami mówi, że zostaje jednak idzie. chyba przybliża mi swoją sytuację: rodzina, znajomi, przeszłość – ja też coś wyjaśniam. chyba jest normalnie, mogło być lepiej. chyba jesteśmy parą od jakiegoś czasu, jednak boi się wychodzić z mną wszędzie. można powiedzieć, że inwestuję. w siebie też, mimo wszystko. pierwsza sprzeczka, nie cierpię się kłócić. chyba jest normalnie. wyjazd. jest mi fajnie przyjedz do mnie. jadę. namiot. jest ciekawie jak zawsze. poznaje mamę w hardcorowych okolicznościach. czuję się jak narkoman przybłęda. ucieka. jestem trochę bohaterem. zostaje ze mną, następnego dnia dowiaduję się, że kocha innego jednak te o dziwo chyba prostuje nasze relacje i chyba zbliża nas. jest fajnie pomimo jakiś zdjęć które znajduję w aparacie. podczas powrotu różne fochy mają miejsce i postanawiam dać sobie spokój, trochę dziwnie i szybko to robię jednak oświadczam po powrocie – to koniec. reakcja żmii jest jak reakcja żmii. o północy chce uciec stąd jednak jakoś się godzimy, przepraszam ją i roztacza się świetlana przyszłość. jak hadcore to hardcore. w tzw. międzyczasie zaczynam palić. następnego dnia pojawia się kolo. zagaduje mnie podstępnie ale szkoda mi go. jest to obecny. postanawiam się pozbyć kogoś z mojego życia. czyje syf i kał w jakim przyszło mi się tarzać. i tutaj pojawiają się problemy. kał nie chce się zmyć tak łatwo. chce zostać. zadzwoń to jest ważne. wszystko ci wytłumaczę. nie chcę tego. kole błaga mnie, żebym powiedział ile. nawet na live, kiedy oddaję rzeczy. o jeden za dużo.
okno
20 marzec 2007
“…tego wieczoru nawet R nie spodziewał się, że zgasną wszystkie
żarówki i będzie trzeba wyciągnąć świeczki. Trzymał je. Schowane przed
30 latu, zaraz po kolacji. Czasami wspominał tamte chwile. Nastawiał
ambientowy noise, siadał w ulubionym oknie z widokiem na ulicę. tego
wieczoru zrobił to samo. było ciepło czuć było powiew wilgotnej bryzy
znad zatoki. miasto było spokojne i bardzo ciemne. od czasu do czasu
przemkną ulicą jakiś cień. szum samochodów tego dużego miasta już
dawno umilkł. wino smakowało coraz lepiej. naprawdę brakowało nie
wiele dużej przyjemności ale była mała. R wiedział, że z tego
składa się jego świat i tym trzeba się zadowalać. nie bronił się przed
tym wręcz przeciwnie, szukał, wypatrywał i zapamiętywał małe
przyjemności. świeczka rzucająca blask na jego twarz zdawać by się
mogło zauważyła lekki uśmiech na twarzy R. tak, okoliczności
wprawiły do w dobry humor. wspomnienia. wspomnienia. nie wiedział
dlaczego akurat teraz i tutaj myśli o niej. nie obchodziło go to. czuł
się dobrze i to mu wystarczało. potrafił czasami spędzić butelkę czasu
w tym oknie, na tym parapecie.
wiatr zgasił świeczkę. czas butelki wypił ostatnie krople. słychać
było tylko szum z głośników. pierwszy raz R zobaczył wschód
słońca z tego okna. bardzo ładny …”